people

poniedziałek, 28 listopada 2011

6. O tym jak spacer w nocy może być niebezpieczny.

 -No to co?-zapytał zawstydzony Alex.-idziemy gdzieś?-spojrzał jej w oczy.
 Dziewczyna wyciągnęła telefon i spojrzała na zegarek.
 -Hmm.. Najlepiej jakbym juz szła do domu.
 -No dobra.-chłopak odsunął od siebie kubek niedopitej czekolady i założył bluzę.-odprowadzić cię?
 -Nie, dzięki. Dojdę sama.
 -Na pewno?-zasunął krzesło.
 -Na pewno.-uśmiechnęła się i poszła w kierunku drzwi.
 Wyszli na zewnątrz.
 -Dziękuję ci, że poszedłeś ze mną na cmentarz.
 -Nie ma sprawy.-chłopak założył kaptur, a ręcę włożył w kieszenie. Wiał zimny i porywisty wiatr.-dobra.. Trzymaj się.-pocałował ją w policzek na pożegnanie i poszedł wzdłuż ulicy. Po chwili skręcił w lewo.
 Dziewczyna natomiast skierowała się w przeciwną stronę. Nie chciała iść do domu. Nie teraz. Musiała to wszystko przemyśleć. Will zjawił się tak nagle. Założyła kaptur na głowę. Nigdy nie przypuszczała , że go jeszcze spotka. Włożyła ręcę do kieszeni od spodni. Że jeszcze spojrzy mu w oczy. Że wyjdzie z nałogu, i że będzie miał dziewczynę. Że jeszcze będzie jak kiedyś.
 Idąc w objęciach świateł ulicznych zauważyła dwóch chłopaków stojących koło jednej z lamp. Przyjrzała im się dokładnie. Był to Tom i nieznany jej chłopak. Nigdy Toma nie lubiła, choć przyjaźnił się trochę z resztą jej paczki. Był dziwnym chłopakiem. Coś zawsze ją odpychało od niego. Może wygląd? Nie, raczej nie, bo był jednym z najprzystojniejszych chłopak w szkole.. Raczej charakter i zachowanie.
 Opierał się teraz o lampę trzymając w ręku kończącego się peta.
 -No, proszę,proszę. Kogo my tu widzimy?!-zawołał do Alice.
 -Odwal się ode mnie.-dziewczyna szła dalej po środku ulicy. Chłopak podbiegł do niej.
 -Popatrz, Martin. To ona.-zwrócił się do chłopak w czarnych ciuchach stojącego nadal koło lampy. Cie nie widziała jego twarzy, bo była ona przykryta cieniem kaptura.-zawsze czarna.. Zawsze ponura.. Zawsze tajemnicza.. Lekko przerażona.. Taką cię zapamiętam-szepnął i zaciągnął się.
 -Cieszę się-odpowiedziała-a teraz przepraszam.. Muszę już iść.-dziewczyna próbowała go ominąć..
 -O, nie.. Ze mną nie jest tak łatwo..-zaśmiał się. Dziewczyna poczuła od niego alkohol. Wystraszyła się. Chłopak wyjął scyzoryk z kieszeni. Ledwo trzymał się na nogach.
 -Czego chcesz?-spojrzała na niego swoimi ciemnymi oczami.
 -Powiesz mi..
 -Co?!
 -Co robiłaś wczoraj wieczorem?-przyłożył jej scyzoryk do brzucha.
 -Wczoraj..? Siedziałam w domu..
 -Ktoś cię niósł na rękach do domu..-spojrzał jej w oczy, rzucił peta na ziemię.
 -A jeżeli ktoś to co?!-dziewczyna poczuła nóż, który jeździł jej po bluzie.-zazdrosny?
 Chłopak się zdenerwował i już szykował się do wbicia jej noża w brzuch.
 -Eh, eh.. Ja tu nadal jestem.-Martin podszedł do nich widząc, że atmosfera robi się nie przyjemna i wyciągnął mu nóż z dłoni.- nie pozwolę ci jej skrzywdzić.-syknął do Toma i leciutko popchnął go nożem.-uciekaj.
 -Czemu?-Tom nadal stał twardo.
 -To w końcu ja mam nóż, prawda?-powiedział cichym, a zarazem mocnym i silnym głosem.
 -Policzymy się kiedy indziej..-chłopak odwrócił się na pięcie i poszedł  w drugim kierunku.
 Dziewczyna była podekscytowana odwagą chłopaka.
 -Jestem Alice.-powiedziała prawie szepcząc.
 -Martin.-odpowiedział nadal spoglądając na odchodzącego Toma.-gdzie mieszkasz?-schował nóż i spojrzał na nią. Miał tak samo ciemne oczy jak Alice. Ciemne kosmyki włosów spadały mu na twarz. Na szyi miał owinięte słuchawki , z których leciał mocny i ciężki metal.
 -Dojdę sama.
 -Nie pozwolę.
 -Nic mi się nie stanie.-odpowiedziała.
 -Jest tu niebezpiecznie.
 -Dlatego muszę już iść.-dziewczyna odwróciła się.
 Chłopak złapał ją za rękę.
 -Idę z tobą.-spojrzał jej w oczy.-dla bezpieczeństwa.
 -Dobrze.. Dziękuję za wszystko.
 Chłopak nic nie odpowiedział tylko włożył słuchawki do uszu.

poniedziałek, 21 listopada 2011

5. O tym jak Helen okazała się adoptowana.

 -To co, kochanie? Wracamy do domu?
 -Will. Naprawdę nic się nie stało...-uśmiechnęła się- Zaraz przyjdę-powiedziała dziewczyna- pójdę się przebrać.
 -Przebrać?-zapytała Alice.
 -Tak, mam dodatkową bluzkę w torebce.-ta odpowiedź troszeczkę ich zszokowała.
 -No, dobrze. Ja tutaj poczekam.-Will usiadł na przeciwko Alice, która wzrokiem odprowadzała dziewczynę do toalety. Alex poszedł po kolejną tacę czekolady.
 -Co to ma być?!-dziewczyna zapytała szeptem.
 -Idealna, prawda?
 -Co?! Will, ja się nigdy po tobie nie spodziewałam, że ktoś taki jak ona.. W ogóle jak on ma na imię?
 -Helen.
 -Jak Helen będzie cię chciała... Przecież jesteście przeciwieństwami.. Ty.. No cóż. Jesteś jaki jesteś. A ona?-popatrzyła na niego- to jest typem dziewczyny laleczki. Słyszałeś co ona ma w torbie? Drugą bluzkę? A kto wie ile ich może jeszcze mieć... Z pięcdziesiąt? Osiemset? A ty co masz w torbie?-dziewczyna wyciągnła spod stołu jego skórzaną torbę-oo.. Proszę. Kawałek jakiegoś papierku...- położyła go na stół.
 -To moje notatki do szkoły..-nie zdziwiło ją to.
 -A tu..? Nie skończony papieros.. A co to jest?-dziewczyna wyjęła czarną bluzkę-czyli ty też masz bluzkę na zmiane?!
 -To jest na wf, Alice.-chłopak złapał torbę i wszystko do niej wrzucił. Po chwili znalazła się pod stołem.-masz jeszcze jakieś pytania?
 -Nie, dziękuję.-odparła i wybuchnęła śmiechem-przepraszam.. Ale.. Nie spodziewałam się..
 Chłopak też zaczął się śmiać.
 -Haha.. Uwierz mi.. Ja też nie..
 -No, ale uspokój się.. No Will.. Mam pytanie..- dziewczyna pochyliła się ku niemu -od dawna jesteś razem?-zapytała szptem.
 Chłopak także pochylił się bardziej ku niej nie mogąc się opanować od śmiechu.
 -Prawie dwa miesiące.
 Dziewczyna oparła się o fotel uśmiechają się.
 -Szczęścia, wytrwałości.. i czego jeszcze? A już wiem.. Wierności..
 -Dobra, dobra.-chłopak uśmiechnął się wyjmując telefon i sprawdzając, która godzina. W tym momencie do stolika podszedł Alex.
 -Trzymajcie-powiedział kładąc tacę na stole.-to dla ciebie, i ciebie i ciebie.. Gdzie ona jest?-spytał się.
 -W toalecie zaraz przyjdzie-odpowiedział Will-oo.. Już idzie-i wskazał na Helen.
 Dziewczyna podeszła do stolika i oznajmiła wszystkim, ze zaraz będzie się zbierać.
 -Ej, tak wcześnie?- spytała się Alice.
 -Niestety. Muszę być w domu o wyznaczonej godzinie i jeszcze pójść odebrać siostrę z zajęć.
 -Masz siostrę?-zapytała.
 -Tak, tak. Emili się nazywa. Ma osiem lat.-uśmiechnęła się- tak wiecie.. Przyrodnia.
 -Twoi rodzice się rozwiedli?-zapytała.
 -Przykro nam..-odpowiedział Alex.
 -Nie, nie ma czego.. Jest mi naprawdę dobrze. Nie rozwiedli się. Moi biologiczni rodzice umarli. Mama przy porodzie, a tata przez narkotyki.. Dlatego próbowałam go wyciągnąć-spojrzała na Willa- nie chciałam, żeby skończył jak mój ojciec. I byłam adoptowana. A kilka lat później na świat przyszła moja siostra.-dziewczyna się uśmiechnęła.
 -No to dobrze..-odpowiedziała Cie.
 -No dobra.. Przepraszam, ale zaraz się spóźnię.-odpowiedziała zakładając płaszczyk.
 -Zaraz się spóźnimy.-poprawił ją Will i wstał od stolika- macie mój numer?-zapytał Alexa i Alice.
 -Jeżeli się nie zmienił to mamy.-odparli i się uśmiechnęli.
 -Musisz mi kiedyś przedstawić swoją siostrę.-odpowiedziała dziewczyna.
 -Z chęcią.-uśmiechnęła się Helen.
 Will obiął ją w pasie i skierowali się do wyjścia...

ps: chciałabym, zebyście komentowali każdy rozdział co o nim sądzicie. Dzięki. ;**

sobota, 19 listopada 2011

4. O tym jak gorąca czekolada znalazła właściciela.

 Stanęła jak wryta. Nie mogła uwierzyć, że przyjaciel, którego znała tyle lat tak się zmienił.
 -Zmieniliście się.-powiedział Will biorąc swoją torbę z ławki.-ale łatwo was rozpoznać.-uśmiechnął się.
 Dziewczyna rzuciła mu się na ramiona. Nie mogła uwierzyć, że jeszcze go kiedyś spotkają.
 -Tęskniłaś?-zapytał chichocząc.
 -Nie.. Ja bardzo tęskniłam.-wzruszyła się.-ale ty urosłeś.. Pamiętasz Alex jaki on był niski?-zwróciła się do Alexa.-a teraz?-uśmiechnęła się.-jakie ciacho.. Mraaau..-zażartowała.
 -Hahahaa, taa jasne. Na pewno! Macie teraz czas?-zapytał.
 -Nie pamiętasz? Dla przyjaciół zawsze...-odpowiedział Alex i dał mu rękę.
 -To idziemy gdzieś?-zapytała.
 -Może do Haffe?-zaproponował nastolatek.
 -Dobrze. Ja mam trochę czasu.-dziewczyna zapaliła lampkę.-a ty Alex?
 -No jasne! Kto nie ma..- chłopak się uśmiechnął.
 Ruszyli do wyjścia. Dziewczyna nie mogła się napatrzeć. Tak dawno go nie widziała. Will zrobił się bardzo podobny do Mike'a. Chciała mu zadać tyle pytań, ale nie wiedziała od którego zacząć. Cieszyła się, że żyje i że spotkali go na cmentarzu.
 Rozmawiali przez całą drogę. Kiedy byli już przy Haffe Alice spytała się jak wyszedł z uzależnienia.
 -Wiesz... Długa historia...-odpowiedział chłopak.-zmieńmy temat.-i otworzył dziewczynie drzwi.
 W kawiarni było niezmiernie ciepło i gwarnie. Zapach gorącej czekolady rozchodził się po całym lokalu, który był znanym miejscem do spotkań tutejszej młodzieży. Często tutaj się przychodziło by użyć komputera, zamówić coś do picia, albo poczytać magazyny.  Stoliki były pozajmowane, ale 'ich' stolik przy, którym siadali zawsze w czwórkę był wolny. Skierowali się w kierunku wolnego miejsca.
 -No, ale mamy czas. Możesz powiedzieć...-powiedział Alex.
 -Nie, na serio. Nie chcę już o tym mówić. Ktoś mi w głowie wszystko uporządkował.
 -Ktoś? Czyli Jasmine?-zapytała Alice. Jasmine poznali kiedy ćpali. Była najlepszą przyjaciółką Willa.
 -Nie, nie. Inna.
 -Inna? No chłoopie! Szalejesz.-powiedział Alex chichocząc.-dobra, ja pójdę zamówić. Co chciecie? Czekolade? Kawe..?-zapytał.
 -Ja czekoladę.-odpowiedziała dziewczyna.
 -Ja też.-uśmeichnął się Will.
 Kiedy Alex oddalił się od stolika dziewczyna zapytała:
 -To kto? Nie mów , że...
 -Nie, to nie Anna!-jego wzrok błądził po całej kawiarence...
 -To kto?!
 -Popatrz...-chłopak pokazał palcem na dziewczyne przechodzącą koło barku, gdzie stał Alex z tacą czekolady. W chwili kiedy dziewczyna kierowała się w kierunku Willa, przechodząc koło nastolatka, Alex gwałtownie odwrócił się od blatu i wpadł w dziewczynę. Cała czekolada wylądowała na jej ubraniu.